Alora miasteczko Andaluzji, oddalone o 40 kilometrów od Malagi, z dala od szlaków turystycznych zachowało rytm charakterystyczny dla hiszpańskiej prowincji. Dzień odmierza się tu porami posiłków. Już o dziewiątej rano w barach toczno, gdyż Hiszpanie najczęściej jadają śniadania poza domem. Spowici dymem papierosowym, zdzierają gardła racząc się złocistymi churros, rodzajem słodkich racuchów albo, wersja light – chlebem nacieranym oliwą, czosnkiem i pomidorem. Do tego jeden z ośmiu rodzajów kawy: solo (czarna), cortado (z odrobiną mleka), cafe con leche (pół na pół), sombre (z przewagą mleka)…

Bugenwille i nasturcje
Alorę jak większość pueblo blanco – białych miasteczek – ze względów obronnych zbudowano na zboczu góry. Ulice są strome, wąskie tak że mijając się lepiej nie gestykulować. Do domów wchodzi się na jednej ulicy, drugie wejście jest na innej, niższej. Miejsce zamieszkania odpowiada miejscu w hierarchii społecznej. Najbogatsi ulokowali się najwyżej. Ulica la Parra odchodząca od głównego placu, gdzie leży merostwo, od zawsze należała do miejscowej śmietanki – adwokatów, lekarzy, właścicieli ziemskich.  Kamienice, od frontu dwupiętrowe, w rzeczywistości mają trzy, niekiedy cztery poziomy, od 500 do 1500 m2 powierzchni.  Układ domu jest zupełnie inny niż w miastach północy – obfituje w schody, przejścia, zakamarki. Każdy budynek ma przynajmniej jedno tragaluz -  rodzaj mini podwórka studni, które spełnia rolę świetlika. I przynajmniej jedno patio, otoczone murami, gdzie Bugenwille walczą o miejsce z chińską różą i nasturcjami. Z tarasów, otwartych z jednej strony , okalające góry wydają się na wyciągnięcie ręki.

Komody pełne porcelany
Jeszcze na początku XX wieku w tych zamożnych kamienicach właściciele rezydowali na poziomie głównej ulicy a służba ze zwierzętami gnieździła się w dolnych partiach budynku. Po wojnie domowej, która podzieliła społeczeństwo i do dziś pozostaje w Alorze tematem tabu, ulica la Parra podupadła. Najbogatsi zbiednieli. W kamienicy Marii Christiny, której ojciec był latyfundystą, na 1500 m2 mieszka tylko ona z synem. Na dwóch ostatnich piętrach, kiedyś pokojach gościnnych i azylu niezamężnych kuzynek, wieje opuszczeniem. Kamienica obok należy do cudzoziemców, naprzeciwko jest hotel Durante. Mimo wojny, która wstrząsnęła krajem, Hiszpanie nie potracili rodzinnych pamiątek. W każdym domu w Alorze ściany są wytapetowane obrazami a na etażerkach panoszą się bibeloty. U Marii Christiny w holu wiszą arrasy, w jadalni na stołach tłoczy się porcelana i szkło a z szuflad wysypują się srebrne sztućce. Wszystko zadbane, wyczyszczone, gotowe do użytku, choć 70-letnia gospodyni prawie nie przyjmuje gości. I mimo kłopotów finansowych nie myśli się wyprzedawać. W Andaluzji antykwariaty są rzadkością, targi ze starociami rzeczą nieznaną, a pozbywanie się używanych mebli albo przedmiotów nie leży w zwyczaju.

Koty też śpią
Bary w miasteczku ponownie ożywają około 13, gdy Perotes – tak nazywa się mieszkańców Alory – przychodzą na tapas. Gadając jeden przez drugiego wychylają przy kontuarze szklaneczkę wina zagryzając krewetkami albo kawałeczkiem tortilli. Na obiad idzie się do domu, a potem – sjesta. Święta pora, gdy życie zamiera. Na spadzistych uliczkach porośniętych drzewkami  pomarańczowymi, pusto. Od 14 do 17 wszystkie sklepy, bary i restauracje są nieczynne, nawet uliczne koty – czarne albo rude – śpią pochowane. Ptaki, które rano darły się wniebogłosy, też zamilkły. Kafelki, zdobiące progi domów lśnią w słońcu. Na biedniejszych, niższych ulicach, gdzie drzwi wejściowe zastępują zasłonki, słychać szelest pasków materiału. Około siedemnastej  gdzieś na ławeczce pojawią się dwie sąsiadki. Nie będą nic mówić tylko się wachlować. To właśnie w tej okolicy nie tak dawno sprzedawano dom, w którym sypialnia jest grotą wykutą w skale. Tak budowano w średniowieczu, gdy Arabowie dostosowywali budowle do struktury góry. Pod wieczór niedaleko kościoła Incarnation staruszek wyprowadzi na spacer osiołka, gdyż tradycja trzymania zwierząt pociągowych w mieszkaniu nadal ma swoich zwolenników.

Gaje kwaśnych pomarańczy
Marzycielom może wydać się, że miasto pachnie. A może i tak. Jeszcze w latach sześćdziesiątych otaczały je gaje kwaśnych pomarańczy.  W fabryce esencji nad rzeką Guadalhorce, koło stacji kolejowej, przerabiano ich kwiaty na olejki zapachowe, które służyły do wzbogacania perfum Diora. A że nic się nie marnuje, skórki pomarańczy szły do Anglii na dżemy. Alora ma też zabytek z przewodników turystycznych – malownicze ruiny zamku na szczycie góry. Losy tej budowli pochodzącej z czasów arabskiego królestwa Al Andalus, zniszczonej pod koniec rekonkwisty, ilustrują przewrotność historii. Pozostałości zamku, symbolu znienawidzonej kultury, Hiszpanie obrócili w cmentarz. Przez parę wieków arabskie mury chroniły urny z prochami katolików.
Jak w każdym prowincjonalnym miasteczku życie toczy się tu na ulicach. Najlepiej widać to po południu, gdy nagle ożywają. Nastolatki na skuterach gnają po spadzistych uliczkach. Emeryci wystający na głównym placu – niewysocy, chudzi –  trajkoczą tak głośno, że przekrzykują skutery. Kto zapragnie innej rozrywki, pójdzie do baru pograć w karty. W sklepach, otwartych do 21 nie ma tłoku, ale wieczór to dobra pora na zakupy. Drzwi wejściowe prowadzące do przedsionków pozostaną otwarte do zmroku na znak, że gospodarze są w domu i można ich odwiedzić.

 

tekst : IRENA WISZNIEWSKA


Więcej informacji : www.alora.es

 

Zapraszamy do Alory, posiadamy do Wynajęcia dwupiętrową kamienicę wybudowaną w 1896 roku, położoną w centrum pueblo na najstarszej ulicy La Parra. Odrestaurowana zgodnie z dusza epoki i miłością do lokalnej architektury i rzemiosła. Kompletnie wyposażona tak aby każdy mogl poczuć się "jak u siebie w domu" . Do dyspozycji dwie sypialnie z łazienkami en-suite na pierwszym pietrze, na parterze, gabinet, salon,małe patio, kuchnia-jadalnia z małym tarasem z widokiem na otaczające miasteczko góry. Alora jest urokliwym miejscem gdzie czas się zatrzymał i płynie swoim niezmacanym rytmem z dala od zgiełku maszyny turystycznej. Dogodnie położona jest znakomitym miejscem wypadowym do zwiedzani najbardziej interesujących miast Andaluzji ( Ronda, Kordoba, Sewilla, Malaga) . Oddalona tylko 35 KM od lotniska i 45 km od Costa del Sol..Dla osób nie chcących korzystać z transportu samochodowego istnieje połączenie klimatyzowana kolejka z Malaga, a z Malagi z wybrzeżem. Idealne miejsce dla osób które w ciszy i spokoju chciałyby wypocząć . Możliwość organizowania plenerów i warsztatów artystycznych.

 

Link do Oferty >>>

 

 

 

Dzieje Alory przypominają historię Półwyspu Iberyjskiego w pigułce. Budowę fortecy na Cerro de las Torres rozpoczęli Fenicjanie, kontynuowali Rzymianie, zburzyli ją Wizygoci, a odbudowali Maurowie. W XV w. rekonkwista objęła również Alorę, ale najdonioślejszym wydarzeniem w historii miasta nie jest wyswobodzenie z rąk arabskich, lecz edykt króla Filipa IV z 1628 r. stwierdzający, że Alora jest "na wieki wieków" niezależna od Malagi. Wyczekaną suwerenność uświetniła budowa kościoła Nuestra Senora de La Encarnación trwająca prawie 100 lat. Surowy barok w stylu mudejar wciąż zachwyca: podkowiaste łuki okien i naw, kasetonowe stropy ozdobione koronkowymi ornamentami i sztukaterią z motywem kwiatów. Świątynia zyskała przydomek (o, ironio historii!) miniatury katedry w Maladze.


Jedna z głównych ulic nosi imię Cervantesa, który spędził tu kilka lat (1587-93), pracując jako... poborca podatków. Dziś jest patronem nowoczesnego Teatro Municipal (Teatr Miejski). O Alorze mówi się Cuna de la Malaguena, kolebka malagueny, czyli stylu flamenco, którego cechą charakterystyczną jest głęboki, emocjonalny wokal z akompaniamentem pojedynczej gitary. W XIX w. była rzewną pieśnią bez regularnego metrum, tzw. cante libre, ale andaluzyjski temperament sprawił, że z biegiem lat melodie stawały się coraz skoczniejsze (obecnie przypominają fandango). Tanecznych i lirycznych malaguen można posłuchać w czasie świąt i festynów na placu przy fontannie w kształcie gitary przewiązanej kobiecą chustą (rzeźba jest hołdem dla najsławniejszych śpiewaków z Alory).

Najlepszym dniem na wizytę jest poniedziałek, kiedy rynek i deptak zamieniają się w targ pełen owoców, oliwek alorenas i lokalnych win. Od końca kwietnia do początku września co kilka tygodni odbywają się festiwale flamenco, fandango i malagueny. Na przełomie lipca i sierpnia cała Alora bawi się na miejskim festynie. To świetna okazja, by wystartować w konkursie Cantes de la Trilla, czyli pieśni flamenco śpiewanych przy młóceniu ziarna, i spróbować legendarnych lodów z orzechów laskowych podawanych z churros - andaluzyjską wersją faworków. Na zakończenie wycieczki trzeba spróbować sopas perotas, kruszonego czerstwego chleba, który podaje się ze smażonymi szparagami, oliwkami, cebulą i pomidorem. Warto także zatrzymać się w sanktuarium Nuestra Senora de Flores. W ołtarzu znajduje się XVI-wieczny obraz patronki miasta, a kościelne wzgórze to ulubiony cel popołudniowych spacerów. Z tarasu można dostrzec kaniony El Chorro i El Torcal.